sobota, 28 stycznia 2012

Trzynasty dzień, 27 stycznia, piątek.

Przy pięknej, słonecznej i bardzo mroźnej pogodzie minął nam ostatni dzień pobytu w Piekle. Pani Zosia realizowała swoje gimnastyczne badania, testy i sprawdziany.
Ale nie zabrakło czasu na zabawy na śniegu i przejażdżkę skuterem śnieżnym. Sporo czasu zajęło pakowanie walizek i odnajdywanie wszystkich rzeczy przywiezionych z domu. Wieczorem zakończyliśmy obóz ogłoszeniem wyników „konkursu czystości” i przeglądem zdjęć zrobionych przez ostatnie dwa tygodnie. Konkurs wygrały , jak zwykle, małe dziewczynki i zabiorą do domu po słoiku miodu, który już od kilku lat stał się tradycyjną nagrodą w naszym domu. I o 22.00, jak co dzień, wszyscy znaleźli się w łóżkach. Jutro wstajemy trochę wcześniej i rano, po śniadaniu jedziemy do domu.
Obóz był udany i jako opiekunowie będziemy go miło wspominać. Jak został zapamiętany przez dzieci, dowiemy się po powrocie do domu. Mam nadzieję, że podobnie.
Rozpoczynają się ferie podkarpackie, co oznacza dla nas okres trochę większego luzu i dochodzenia do siebie po dwóch tygodniach stresu i pracy bez przerwy. Pozdrawiamy wszystkich czytających i zapadamy w blogowy sen zimowy, który zakończy się pierwszym wpisem na początku wakacji.

czwartek, 26 stycznia 2012

Jedenasty i dwunasty dzień, 26 stycznia, czwartek.

Zrobiła się nam dziura w kronice. Mam nadzieję, że wszyscy rodzice znają porzekadło, że najlepsza wiadomość to brak wiadomości. A tak serio, to wczorajszy plan na wieczorne pisanie został zniweczony przez próbę uśpienia mojego synka, podczas której nie ta osoba usnęła, która miała. Dzisiaj spędziliśmy ostatni dzień na stoku narciarskim i co dla mnie najważniejsze – bez kontuzji. Mogę niniejszym oświadczyć, że podtrzymaliśmy trwającą od osiemnastu lat passę braku urazów na nartach. Chichot losu jednak było słychać, gdy wczoraj wieczorem jedna z dziewczynek pechowo skręciła nogę w domu, na schodach. Wizyta w szpitalu potwierdziła naszą nadzieję, że nic się poważnego nie stało.
Nadeszły zapowiadane mrozy. W nocy po raz ostatni sypnęło śniegiem i zaczęło się rozpogadzać, zaś najbliższy tydzień będzie chyba najzimniejszym tej zimy. Temperatura ma spaść poniżej piętnastu stopni w dzień i w takich warunkach nasze „mięczaczki” nie dałyby się wyciągnąć na narty. Czyli znowu dopisało nam szczęście potrzebne aby wszystko przebiegało bez zakłóceń.
Jutro kończymy też z gimnastyką. Dla dzieci to będzie dość ciężki dzień, muszą coś zaliczyć, czymś się wykazać. Poza tym pakowanie walizek, poszukiwanie swoich rzeczy, quiz „czyje to skarpetki” i wszystkie inne zadania, które musimy wykonać ostatniego dnia.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Dziewiąty dzień, 23 stycznia, poniedziałek

.
Przerwa podziałała skutecznie na naszych podopiecznych i dzisiaj zaprezentowali zadziwiająco wysokie umiejętności narciarskie. Wspomniałem kilka dni temu, że grupa jest bardzo sprawna narciarsko i jest szansa na dobre efekty. Oto nastąpiły! Przed nami jeszcze kilka dni, które powinny przynieść utrwalenie osiągniętych umiejętności. Dla nauczyciela (w tym przypadku instruktora) to wielka satysfakcja. Wśród całej masy narciarzy wyróżniają się zdecydowanie. Narciarstwo jest sportem bardzo naturalnym, pomimo nienaturalnych dwóch desek przy nogach, i przekonaliśmy się o tym wielokrotnie, że nawet nieutalentowani osobnicy mogą osiągnąć bardzo wysoki poziom umiejętności, przy prawidłowym i konsekwentnym szkoleniu. To zjawisko też się dzisiaj objawiło u jednej z dziewczynek będącej u nas już kolejny (czwarty?) raz zimą. Z pewnością moglibyśmy zintensyfikować proces i osiągnąć więcej, ale założeniem jest kontrolowana zabawa i naturalny rozwój umiejętności. Z metod szkoleniowych największą uwagę zwracamy na stały i prawidłowy wzorzec  oraz eliminowanie błędów. Wobec takiego podejścia - wypraktykowanego przez lata - nie jestem zdziwiony, że jedna z dziewczynek polubiła na nowo narty, pomimo zdecydowanej deklaracji na początku, że nienawidzi zimy, mrozu i nart. Tak więc, nasza filozofia nauki narciarstwa to nie tylko proces metodycznego opanowywania techniki, ale pełnia oddziaływania na młodego adepta. Nie będę dłużej się rozwodził i zakończę wątek stwierdzeniem, że wiele z osób, które u nas zdobywały szlify narciarskie, szkoli się dalej na stopnie instruktorskie.
Ze spraw ogólnych, w nawiązaniu do komentarza rodziców informuję, że zęby całe.
A śnieg pada….

Ósmy dzień, 22 stycznia, niedziela.

Ranek przywitał nas intensywnie padającym śniegiem. Naprawdę intensywnie – biała zasłona po drugiej stronie okna. Prognozy znowu straszyły deszczem, ale to jest informacja dla niżej położonych terenów. W porównaniu z Krosnem, czy nawet Odrzykoniem temperaturę mamy zazwyczaj niższą o 2 stopnie, dzięki czemu u nas pada śnieg a tam deszcz.
Pożegnaliśmy dzisiaj dwie koleżanki, które nie będąc pasjonatkami narciarstwa, zapisały się tylko na tydzień i kiedy wiozłem je do Krosna, na spotkanie z babcią zabierającą je do Krakowa, przyznały że najchętniej zostałyby z nami. Z pewnością bardzo kochają babcię, ale rozumiem, że pobyt u nas może stanowić pewną konkurencję.
Temperatura + 1 sprzyja lepieniu bałwanów i powstało ich już osiem (razem z maleństwem trzymanym przez Bałwanicę na rękach). Bałwan jest stworzeniem żyjącym w nierozerwalnej symbiozie z dziećmi i jego występowanie świadczy nieomylnie o obecności dzieci. To taki uroczy, choć nietrwały element krajobrazu. I jakby się nad tym głębiej zastanowić, to jest czymś niezwykłym łączącym pokolenia. Nasi pradziadkowie tak samo zakładali im na głowę wiaderko a w miejsce nosa marchewkę jak dzisiaj nasze dzieci. Czy ktoś już rozważał ten temat? – nazwijmy go bałwanologią.
Dobrze, że weekend ma tylko dwa dni, bo dzieci zregenerowały się idealnie i powoli zaczęliśmy to odczuwać. Jutro na nartach wszystko wróci do normy.
Rekord skoczni został poprawiony i wynosi obecnie 5 m.
Dzień zakończyliśmy wieczorkiem przy świecach opowiadając sobie legendy odrzykońskie, co spowodowało, że trzeba utulać do snu co bardziej wrażliwe istoty.

sobota, 21 stycznia 2012

Siódmy dzień, 21 stycznia, sobota

.
Rozpoczął się weekend i aby nie narażać się na tłok na stokach zaplanowaliśmy dwa dni odpoczynku od nart. Dzięki temu pobudka była pół godziny później, śniadanie „na luzie”, sprzątanie pokojów – tym razem trochę dokładniejsze i prawie cały dzień na zabawy na śniegu. Lekka odwilż stworzyła idealne warunki do lepienia bałwana, budowania igloo, wojny na śnieżki i wykonania skoczni narciarskiej. Głównym punktem dnia był Konkurs Jednej Skoczni, w którym wzięło udział trzech narciarzy i jeden snowboardzista. Ustanowiono rekord – 4 m 20 cm i konkurs był bardzo interesujący. Twierdzę tak z całą powagą i wcale nie żartuję. Zawodnicy i jednocześnie budowniczowie skoczni są dumni z obiektu, który stworzyli oraz z udziału w zawodach. I uważam, że mają do tego pełne prawo. Zaangażowanie, jakie z siebie wyzwolili było zaskakujące i bardzo cenne. I znowu okazało się, że śnieg będący zabawką napędzaną wyobraźnią daje większe możliwości niż te, na baterie. Myślę, że zdjęcia powiedzą dużo więcej o dzisiejszym dniu.
Wieczorem opuścił nas Mateusz, który wymienił się z siostrą na obozie.
Przekroczyliśmy połowę turnusu i czas na ostrożne oceny. Nie jest źle……..
W ramach dzisiejszej gimnastyki, dzieci miały terapię cranio- sacralną, której działanie mogą zilustrować słowa jednego z dzieci podczas rozmowy telefonicznej z rodzicami - ….Pani Zosia poprzestawiała nam kości czaszki…..

piątek, 20 stycznia 2012

Szósty dzień. 20 stycznia, piątek.

Nasz narciarski tydzień zakończył się ładnym dniem. Temperatura około 0 stopni,
prawie bez wiatru i nawet słońce próbowało świecić, ale ostatecznie uległo ciemnym
chmurom, z których wieczorem sypnął śnieg. Trzy osoby odpuściły dzisiaj wyjazd na
Kiczerę, zamieniając go na lenistwo w domu. Sporo stracili, bo dzień był udany i
wszyscy wykorzystali czas jeżdżąć do ostatniej minuty i nie robiąc przerw na
odpoczynek (oprócz jednej zaplanowanej). Chłopcy znaleźli nową atrakcję ? skocznię,
a właściwie garb wymodelowany trochę łopatą do śniegu. Kilkumetrowe loty kończył się
różnie, ale zabawy było mnóstwo.

Ja też odzczuwam zmęczenie po ostatnich dniach i z trudem klecę słowa zasypiając
nad klawiaturą. Może jutro uda się coś więcej i mądrzej napisać

Piąty dzień, 19 stycznia, czwartek.

Temperatura wzrosła do -4 stopni, ale wiatr nie dał nam odczuć, że zrobiło się trochę cieplej. W pogodzie nastał czas szybko następujących zmian i po mrozie w ciągu dnia, nocą ma pojawić się deszcz a następnie znowu mróz. Jeśli tak się stanie, zostaniemy uwięzieni jak jakaś księżniczka na szczycie szklanej góry. Jedynym wybawcą może okazać się wtedy książę na koniu, czyli pan Kowalczyk ze swoim traktorem, do którego przyczepiony jest pług śnieżny. Zobaczymy co przyniesie poranek. Jutro planujemy ostatni dzień na nartach, przed przerwą weekendową przeznaczoną na odpoczynek, regenerację sił i zabawy koło domu. To przypadkiem powinno nałożyć się na następną falę opadów śniegu, która ma wszelkie szanse odizolować nas czasowo od cywilizacji. W takich dniach naszą ”szalupą ratunkową” jest skuter śnieżny, którego użycia nie mogą doczekać się nasze dzieci (te, na stałe zamieszkujące Piekło). Podróż do szkoły takim pojazdem pozostaje dużym przeżyciem. Niestety dla nich, ostatnie zimy rzadko powodowały konieczność użycia skutera.
Dzisiaj dało się zauważyć pierwsze oznaki zmęczenia towarzystwa. Intensywność zajęć jest bardzo duża – szczególnie dla ćwiczących dodatkowo i wcale się nie dziwię, że zaczęli czuć się wyczerpani. Ogólnie, nie mamy w zwyczaju zmuszać dzieci do zajęć, które powinny być przyjemnością, wobec czego, jeśli któreś stwierdzi, że chce odpocząć, nie mamy nic przeciwko temu i idzie odpoczywać. Tak więc dzisiaj kilka osób ratowało się zaciszem restauracji, gdzie uciekli z wietrznego i lekko zlodzonego stoku. Pozostała grupa jeździła do końca i niektórzy jeszcze mieli mało. Szczególnie ekipa „grajndująca”. Oznaki zmęczenia znikają wraz z nadchodzącą porą snu i piękne pierwsze dwa dni, kiedy dzieci padały „nieprzytomne” do łóżek, odeszły do historii.

środa, 18 stycznia 2012

Czwarty dzień. 18 stycznia, środa.

Dzisiaj nie machaliśmy do kamerki. Powodem była zła faza wyciągowo zjazdowa. Wyjazd wyciągiem krzesełkowym na szczyt Kiczery zajmuje około siedmiu minut, zjazd również kilka, czyli „faza” ma około dziesięciu minut. Przerwę robimy o 12.30 i w tym momencie wypadła nam połowa „fazy”, i nikt nie chciał czekać na mrozie na abstrakcyjną czynność machania do słupa, na którym jest kamerka. Poprzedniego dnia entuzjazm też nie był wielki, pomimo moich prób rozbudzenia wyobraźni, że przecież tam gdzieś jest tęskniąca mama, która czeka. Spróbuję trochę usprawiedliwić mój styl narracji – sam z trudem rozumiem to co piszę – wynika on ze stałego obcowania z dwudziestką dzieci o dużej rozpiętości wieku i konieczności stałego przestrajania się na różną długość fal, zarówno odbioru, jak i nadawania. W efekcie jestem trochę „rozregulowany” mentalnie.
Dzień był zimniejszy niż poprzednie i temperatura utrzymywała się w okolicy -7. Ciepła restauracja kilkakrotnie pomagała w rozgrzaniu narciarzyków czujących, że robi się im chłodno. Czy jest jeszcze jakaś inna forma aktywności, która tak doskonale jak narty, potrafi utrzymać dzieci na mrozie przez kilka godzin i wiele dni z rzędu? I czy jest coś, co hartuje młody organizm równie skutecznie?
Kilku lepiej jeżdżących chłopców postanowiło sprawdzić swe siły w snowparku, na przeszkodzie, której nazwy nie znam, ale przypomina płaską, lekko pochyloną ławkę. Z tego co słyszałem, to „grajndowali” na tej ławce. Zdjęcia pokazują różne rodzaje „grajndowania” i zapewniam, że nikomu nic się nie stało.
Gwoli pamiętnikarskiej skrupulatności zanotuję, że odwiedziła nas koleżanka ze stoku, Emilka, której bardzo się u nas podoba i być może jeszcze do przyjedzie.

wtorek, 17 stycznia 2012

Trzeci dzień. 17 stycznia, wtorek

.
Kolejny dzień pięknej zimy i wspaniały dzień na nartach. Aby go opisać musiałbym zacytować wczorajsze słowa o śniegu, braku wiatru itd. Grupa rozjeździła się i mamy coraz większą satysfakcję z nauki, która „nie idzie w las”. Nie najgorzej wygląda też integracja towarzyska, czyli najważniejszy dla dzieci element udanego pobytu. Wprawdzie do końca zostało jeszcze dużo czasu i zdążą się pewnie nie raz pokłócić, ale początki są obiecujące. Czy widzieliście wszyscy jak machaliśmy przed kamerką o 12.30? Taka kamerka może też nastraszyć rodziców – jak się okazuje. Otóż, jedna z mam zauważyła, że na wyciąg pakowano deskę alpejską do transportu poszkodowanych i matczyne serce podsunęło najczarniejszy scenariusz powstały z niekompletnej układanki. Śpieszę oznajmić, że deska nie była dla nas, nie była dla kogokolwiek, a ratownicy jedynie ćwiczyli jazdę z tym sprzętem. Nota bene – ostatnio wprowadzona ustawa o ratownictwie w górach, umożliwiła obsługę medyczną stoków narciarskich innym służbom jak GOPR czy TOPR. I te właśnie inne służby ćwiczą sobie. Na naszym obozie wszyscy trzej opiekunowie (Erwin, Bartek i Dominik) są ratownikami Grupy Bieszczadzkiej GOPR i staramy się zapewnić dzieciom maksimum bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że padną dzisiaj podobnie jak wczoraj, kiedy o 22.05 w domu zapanowała kompletna cisza……..

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Drugi dzień obozu narciarskiego. 16 stycznia, poniedziałek.

Pierwsze dni są najgorsze. Ile jest pierwszych dni? Zgodnie z logiką najwyżej jeden a on był wczoraj. Cofam się zatem do wczorajszego dnia. Podróż minęła bezproblemowo i szybciej niż się spodziewałem po przejrzeniu komunikatów pogodowych. Natomiast wszystkie komplikacje, które zaistniały, były planowe i pod kontrolą. Po pierwsze z dużego autobusu przesiedliśmy się do busa, zabierając część bagażu osobowym samochodem. Bus miał szansę dowieźć nas do ostatnich zabudowań Odrzykonia, gdzie nastąpiła druga przesiadka, tym razem do samochodów z napędem na cztery koła. One z kolei dowiozły nas już na miejsce. Podróż była jednak najbardziej leniwą częścią tego dnia. Zdążyliśmy jeszcze podzielić się na grupy (gimnastyczne), dopasować wszystkim sprzęt narciarski, zakwaterować się, rozpakować i zjeść kolację. O ile zauważyłem, niektórym zabrakło czasu na kąpiel.
A dzisiaj po śniadaniu pierwszy dzień na nartach. Na Kiczerze warunki były wymarzone, czyli mróz 5 stopni, bezwietrznie, śniegu pół metra i bardzo mało ludzi. Podzieliliśmy się na dwie grupy i sprawdziliśmy umiejętności narciarskie naszych „pierwszorazowców”. Na szczęście okazało się, że wszyscy jeżdżą, czyli nie musimy tracić czasu na nauczanie podstawowych rzeczy. To bardzo ułatwi i przyśpieszy naukę. Ten poziom, na którym dzieci są dzisiaj, osiągamy zazwyczaj po kilku dniach (do tygodnia). Około 12.30 robimy przerwę na drugie śniadanie i codziennie o tej porze będziemy machać przez chwilę do kamerki ustawionej przed bramkami wyciągu. To dla rodziców tęskniących w domu. Obraz z kamerki można oglądać na stronie www.kiczerapulawy.pl Część naszych narciarzyków jeździ bardzo dobrze i z tego też się cieszymy. Po powrocie do domu zjedliśmy obiad, później gimnastyka, trochę wolnego czasu, kolacja i teraz dzieci oglądają jakiś film (chyba Auta 2). Czworo nieszczęśników, którzy muszą ćwiczyć bardzo intensywnie pojechało jeszcze do gabinetu na dodatkowe zajęcia. Po intensywnym dniu na nartach wszyscy powinni „paść” przed dziesiątą. Oby!

niedziela, 15 stycznia 2012

Zimowisko I 2012

Zgodnie z zamówieniem z Piekła, śnieg spadł na przyjazd dzieci do Odrzykonia.
Narty dopasowane, postawa skontrolowana, integracja trwa.
Jutro na narty.

Zapraszamy do podglądania nas na kamerkach:
http://www.kiczeraski.pl/kategorie/aktualnosci